X Ogólnopolskie Sympozjum Wspólnot Dzieła Intronizacji Najświętszego Serca Pana Jezusa Akademia Ignatianum, Kraków ul. Kopernika 26, 18-19 czerwca 2022


JE Ks. Bp Janusz Mastalski Ogólnopolski Duszpasterz Wspólnot Dzieła Intronizacji Najświętszego Serca Pana Jezusa, homilia – Bazylika Najświętszego Serca Pana Jezusa

Czcigodni Bracia w Kapłaństwie, Kochani Siostry i Bracia!

Usłyszeliśmy pierwszą z trzech przypowieści skierowanych do tych, którzy byli przeciwnikami religijnymi Jezusa. Opowiada On w niej o pasterzu, który szuka zagubionej owcy, a potem, gdy ją odnajduje, cieszy się wraz z przyjaciółmi. Trzeba pamiętać, że faryzeusze nie tylko odrzucali, ale wręcz potępiali poborców podatkowych i innych ludzi, którzy przekraczali przepisy Prawa Mojżeszowego.

Jezus, w przeciwieństwie do swych przeciwników, rozmawia z grzesznikami, a nawet odwiedza ich domy; co więcej, zasiada z nimi do posiłków. To właśnie Bóg bierze ich w swoje ramiona i czyni swoimi dziećmi. Czyż nie powinniśmy w obecnych czasach tak naśladować Jezusa? My, którzy jesteśmy czcicielami Serca Jezusowego, bo przecież Intronizacja Serca Jezusowego to wejście w cywilizację Prawdy, ale nade wszystko w cywilizację Miłości.

Przyjeżdżacie dzisiaj tutaj, do Krakowa po to, aby zgłębiać nie tylko tajniki teologiczne Serca Jezusowego zawarte w orędziu Sługi Bożej Rozalii Celakównej, ale przede wszystkim ten wymiar społeczny zapisany w życiu Służebnicy. Na początku tej homilii chcę Wam powiedzieć, że jesteście niezwykle potrzebni w obecnych czasach. Bowiem człowiek, który znajduje się w orbicie Serca Jezusowego, to człowiek, który zawsze jest „za” człowiekiem, prawdą, a nigdy „przeciw”.

A czego oczekuje Bóg od nas? Wydaje się, że w dzisiejszej Ewangelii możemy odnaleźć takie cztery kierunki, w których powinniśmy iść.

1. Najpierw czytamy w Ewangelii: Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? (Łk 15,4). Pierwszy kierunek to zatem radość z aktywnej miłości. Trzeba porzucić bierność, zostawanie w domu, załamywanie rąk, myślenie w kategoriach „nic się już nie da zrobić”.

Pius XI w swojej encyklice Miserentissimus Redemptor w 1928 roku pisał: Z wielu innych dowodów bezbrzeżnej dobroci Naszego Odkupiciela najpotężniej jaśnieje ten, że w miarę wygasania miłości wśród wiernych Chrystusowi wyniesiono samą miłość Boga na wyżynę specjalnego kultu, a skarby tej dobroci na oścież otwarto dzięki tej formie czci, którą się okazuje Najświętszemu Sercu Jezusa”, w którym się mieszczą wszystkie skarby mądrości i wiedzy.

Czym jest ta aktywność? Aktywna miłość, płynąca z czczenia Serca Jezusowego, jest uprzedzającą wrażliwością. Rozmawiałem przed mszą św. z Waszymi przedstawicielami. To było bardzo owocne spotkanie. Jakże ważne jest, abyśmy ten Ruch, tę naszą Wspólnotę, ożywili ewangelizacją; abyśmy jeszcze bardziej uwrażliwili się na tych, którzy przecież potrzebują ukazania, że warto być blisko Serca Jezusowego. Aktywna miłość jest zawsze zaangażowaną ofiarnością.

Moi Drodzy, trzeba było trochę wyrzeczeń, żeby przyjechać na sympozjum. Czyż jednak na tym ta Wasza zaangażowana ofiarność się kończy? Nie, ona obejmuje także powrót do domów i Waszą codzienność; wskazywanie innym, gdzie można szukać pełni radości. Jej niewyczerpane źródło znajduje się w Sercu Jezusowym. Aktywna miłość jest żarliwą odpowiedzialnością.

Jesteśmy więc odpowiedzialni za te pokolenia, które idą za nami; odpowiedzialni za nasze dzieci, wnuki, którzy bardzo często gubią ślady prowadzące przez świątynię. Wokół Was wielu może uważać, że Intronizacja Serca Jezusowego, treść przesłania, które zostawiła nam Rozalia Celakówna, to są jakieś mrzonki, którymi nie należy przejmować! Nieprawda, należy i to bardzo!

Stąd tak szczególnie brzmią słowa św. Jana Pawła II, który mówił: Serce Zbawiciela zachęca, aby zwrócić się ku mości Ojca, który jest źródłem wszelkiej prawdziwej miłości. W Jego Sercu objawia się zwłaszcza wielkoduszność Boga wobec grzesznika. W odpowiedzi na grzech Bóg nie umniejsza swojej miłości, ale rozszerza ją w geście miłosierdzia, który przeradza się w inicjatywę odkupienia (Orędzie Jana Pawła II na stulecie poświęcenia ludzkości Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. 11.06.1999, n.2).

A zatem, moi Drodzy, w tych czasach, w których zatarła się granica między dobrem a złem, gdy patologia stała się normą i punktem odniesienia dla wielu wyborów, i to nie tylko młodych ludzi, to przesłanie Jana Pawła II, a także Sługi Bożej Rozalii Celakówny, brzmi jeszcze bardziej dobitnie.

2. Pamiętajmy także, że czciciel Serca Jezusowego, to nie tylko człowiek radosny z powodu aktywnej miłości. Jak czytamy w drugim, jakże ważnym zdaniu z dzisiejszej ewangelii (Cieszcie się ze Mną, bo znalazłem owcę, która Mi zginęła) (Łk 15,6) – jest to również człowiek radosny trwaniem w wierności. A zatem nawet w najmniejszych sprawach trzeba być wiernym.

Papież Pius XI pisał w tej swojej encyklice Miserentissimus Redemptor na początku tego wieku XX: Nasz poprzednik śp. Leon XIII, ku radości całego świata ofiarował temuż Najświętszemu Sercu cały rodzaj ludzki, podobnie, jak to uczynił Chrystus, w którym wszystko może się odrodzić i który jest Panem rodzaju ludzkiego.

My jesteśmy dzisiaj w tej pięknej Bazylice po to, aby ofiarować nie tylko siebie, ale również wszystkich ludzi z naszych rodzin, sąsiedztw, wspólnot, miejsc, gdzie mieszkamy. Wszystkich pogubionych. Każdy z nas zna jakąś jedną lub więcej owiec, które odeszły.

Co to znaczy być wiernym? Wierny chrześcijanin zawsze „jest i czuwa” we wspólnocie wierzących. Trwa, bez względu na okoliczności; niezależnie od tego, co mówi się o Kościele lub co czyta się o nim w Internecie. „Być wiernym” oznacza pozostać do końca przekonanym o tym, o czym się świadczy. Po tej dzisiejszej rozmowie z Waszymi przedstawicielami mogę zapewnić, że widziałem w ich oczach żarliwość, gorliwość i przekonanie, że są sługami prawdy. A to oznacza, że są także świadkami. I taki ma być nasz Ruch. Tylko wspólnota ludzi pewnych tego, w co wierzą, będzie przekonująca dla świata.

Jakże w tym miejscu nie zacytować papieża Benedykta XVI, który mówił: Zaglądamy poprzez liturgię do wnętrza Serca Jezusa, które w chwili śmierci zostało otwarte włócznią rzymskiego żołnierza. Tak, to Serce zostało otwarte dla nas i wobec nas, a w ten sposób zostało otwarte Serce samego Boga. Liturgia wyjaśnia dla nas język Serca Jezusa, który mówi przede wszystkim, że Bóg jest pasterzem ludzi, a w ten sposób ukazuje nam kapłaństwo Jezusa, które zakorzenione w głębi Jego Serca, pokazuje nam w ten sposób wieczny fundament. (Watykan/Homilia na zakończenie roku kapłańskiego/11.06.2010). Dlatego to sympozjum zaczynamy od Eucharystii.

3. Moi Drodzy, jest też inna radość, która powinna być w naszym sercu. Czytamy w dzisiejszej Ewangelii: Tak samo w niebie większa dzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia (Łk 15,7). Chodzi o radość ze świadectwa zadośćuczynienia. Przychodzimy tutaj, aby wynagradzać Sercu Jezusowemu liczne zniewagi; wokół jest tak wielu ludzi, którzy bluźnią. Niestety, nieraz to mogą być nawet Wasi wnukowie czy Wasze dzieci.

Pius XI pisał we wspomnianej encyklice: Im bardziej nasza ofiara i nasze poświęcenie upodobniają się do Pańskiej ofiary, to znaczy, im doskonałej składamy ofiarę z naszej miłości własnej i z naszych namiętności i krzyżujemy nasze ciało tą tajemnica krzyża, o której mówi Apostoł, tym obfitsze owoce pojednania i zadośćuczynienia spłyną na nas i na innych. Może warto właśnie dziś, w tym miejscu, w czasie tej Eucharystii nie tylko zawierzyć się Sercu Jezusa, ale także złożyć jakąś ofiarę: wyrzeczenie, może jakąś regularną modlitwę w intencji tych, którzy się pogubili? Pamiętajmy, świadectwo zadośćuczynienia to potężna zachęta dla innych. Jednak zakłada ono przede wszystkim pokorę. Ktoś, kto jest czcicielem Serca Jezusowego, nie może być pyszny. Nie może patrzeć „z góry” na drugiego człowieka, musi być „obok” niego. Może trzeba będzie nieraz kogoś bliskiego wziąć za rękę, coś wytłumaczyć; może nawet kolejny raz pokornie go upomnieć?

Kochani, kiedy dowiedziałem się, że mam być opiekunem tego pięknego Ruchu Intronizacyjnego, przyznam szczerze, że zanim sięgnąłem po teksty Rozalii Celakówny, wziąłem do ręki poruszającą modlitwę św. Józefa Sebastiana Pelczara:

Pełni ufności i miłości przychodzimy do Twego Serca,
jako do Serca najlepszego z Ojców, najczulszego
i najbardziej współczującego Przyjaciela.
Przyjmij nas, o Serce Najświętsze,
w swym nieskończonym dla nas miłosierdziu.
Daj nam odczuć skutki Twego współczucia i Twojej miłości.
Okaż się naszym Wspomożycielem, naszym Pośrednikiem wobec Ojca
i przez zasługi Twej Przenajdroższej Krwi użycz nam siły w niemocy,
pociechy w utrapieniach oraz łaski do miłowania Ciebie w czasie
i posiadania Ciebie w wieczności.

4. Musimy wyjechać stąd mocniejsi, ze świadomością, że stanowimy jedno. I to jest ten czwarty, ostatni kierunek: radość z jedności. A gdy ją znajdzie – mówi Jezus o zagubionej owcy w dzisiejszej przypowieści – Bierze z radością na ramiona i wraca do domu, sprasza przyjaciół i sąsiadów (Łk 15,5-6). Chodzi więc o radość bycia razem.

Pius XI tak pięknie w tej encyklice Miserentissimus Redemptor pisał: Wzmaga się coraz bardziej wśród wiernych obojętność względem dyscypliny kościelnej i dawnych urządzeń, na których wspiera się całe życie chrześcijańskie, które stanowią o życiu rodzinnym i które chronią świętości małżeństwa; wręcz zaniedbane lub zniewieściałością wypaczone jest wychowanie młodzieży; w życiu i ubiorze, zwłaszcza niewieścim w sposób ubolewania godnym zapomniano o wstydliwości chrześcijańskiej. Tekst niniejszy był pisany 100 lat temu, ale czy historia się nie powtarza?

Moi Drodzy, jakże ważne jest, abyśmy byli jedno w dobru. Bycie razem oznacza dialog, oznacza radość spotkania, szukanie siebie nawzajem. Proszę Was, wspierajcie się! Przyjechaliśmy do Krakowa, nie tylko po to, żeby się pomodlić. To oczywiście najważniejsze! Nie po to, aby zwiększyć swoją wiedzę. To też ważne! Przyjechaliśmy po to, abyśmy sobie wzajemnie okazać wsparcie, siłę i to, że ciągle jesteśmy! Niektórzy śmieją się z nas, inni wręcz mówią, że to niewłaściwy kierunek pogłębiania wiary. Zapewniam Was, że właściwy! I dlatego szczególnie brzmią słowa Świętego Jana Pawła II, który w 1999 roku mówił tak: Za sprawą Ducha Świętego miłość przenikająca Serce Jezusa rozlewa się w sercach ludzi i skłania ich do adoracji jego niezgłębionych bogactw oraz do zanoszenia synowskich i ufnych modlitw do Ojca, przez Zmartwychwstałego, który zawsze żyje, aby się wstawiać za nami. Kult Serca Chrystusa, które jest powszechną siedzibą komunii z Bogiem Ojcem, siedzibą Ducha Świętego, przyczynia się do umocnienia naszej więzi z Trójcą Świętą (Orędzie Jana Pawła II na stulecie poświęcenia ludzkości Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. 11.06.1999, n.3-4).

Moi Drodzy, czekając już z niecierpliwością na kolejne spotkanie z Wami, życzę, aby ten pobyt w Krakowie, tu w gościnnym klasztorze księży Jezuitów, na prześwietnej uczelni Ignatianum, był czasem wzrastania. Życzę, abyśmy mogli cieszyć się w niedługim czasie beatyfikacją Czcigodnej Służebnicy Bożej Rozalii Celakównej. Trzeba też omadlać zdrowie i niesamowity zapał Ojca profesora Władysława Kubika, i o to Was proszę.

Kochani, kończę słowami ciągle nieodkrytego do końca Benedykta XVI, który w 2005 roku w czasie modlitwy „Anioł Pański” mówił tak: W Sercu Odkupiciela adorujemy Miłość Boga do ludzkości, Jego wolę powszechnego zbawienia, Jego nieskończone miłosierdzie. Kult Najświętszego Serca Chrystusa oznacza zatem adorację tego Serca, które umiłowawszy nas aż do końca, przeszyte zostało dzidą i z wysokości Krzyża rozlało krew i wodę, niewyczerpane źródło nowego życia. (…) Sercem, które bardziej niż jakiekolwiek inne przypomina Serce Chrystusa jest niewątpliwie Serce Maryi, Jego Niepokalanej Matki, dlatego właśnie liturgia poleca, abyśmy Je wspólnie czcili („Anioł Pański”/5.06.2005)

Bądźcie, trwajcie, jesteście potrzebni! Amen!