Przeskocz do treści

MARZEC 2021 r.

Szukanie we wszystkim woli Bożej i heroiczne posłuszeństwo

Bogu i przełożonym na przykładzie życia Rozalii Celakówny

Pełnienie woli Bożej jest ściśle związane z posłuszeństwem Bogu. Naśladujemy Chrystusa i przygotowujemy nasze serca, by On mógł w nich królować, gdy podejmujemy wysiłek, aby właściwie rozeznać i później wytrwale wypełniać wolę Bożą w naszym życiu. Podobną myśl wyraził o. Jan Mikrut CSsR w komentarzu do Aktu Intronizacyjnego w wymiarze osobistym, jaki składamy i ponawiamy podczas rekolekcji intronizacyjnych: „…bo królowanie Twoje Jezu realizuje się w moim życiu poprzez pełnienie woli Bożej”.  Nasz duchowy wysiłek polega najpierw na odkrywaniu tego, czego sam Bóg od nas pragnie, by później z wytrwałością – mimo różnych trudności – realizować Jego wolę w codziennym życiu. 

Służebnica Boża Rozalia Celakówna długi czas odkrywała w swoim życiu wolę Bożą. Najpierw doświadczyła cierpień oczyszczających, które sam Jezus dopuścił w jej życiu, by mogła pełniej i jaśniej odkryć Jego wolę. W tym celu,   w lipcu 1922 roku, wybrała się z pielgrzymką na Jasną Górę, aby prosić Maryję o właściwe rozeznanie drogi swojego życia. Tutaj słyszy słowa Maryi: „Módl się a poznasz wolę Bożą; co masz czynić i gdzie będziesz – Jezus Ci powie”.  23 sierpnia 1924 roku, gdy miała 23 lata podejmuje decyzję opuszczenia domu rodzinnego w Jachówce. Choć rodzice tego nie rozumieli, to Rozalia była pewna, że sam Bóg ją wzywa. Przyjechała do Krakowa i zamieszkała u znajomej, starszej kobiety, pielęgniarki. Myślała wtedy o wstąpieniu do klasztoru. W marcu 1925 roku Pan Jezus uwolnił ją cudownie od cierpień wewnętrznych (o czym ona i jej spowiednik byli przekonani) i właśnie wtedy została przyjęta do Szpitala św. Łazarza w Krakowie. Gdy od 1 czerwca tegoż roku została przyjęta na oddział chorób wenerycznych usłyszała wewnętrzny głos: „Tu, moje dziecko, w szpitalu jest miejsce dla ciebie z Mojej woli ci przeznaczone”. Jednak pragnienie Rozalii, aby całkowicie poświęcić się Jezusowi w życiu zakonnym było bardzo duże. 5 grudnia 1927 roku, za radą spowiednika, wstąpiła do klasztoru Sióstr Klarysek w Krakowie. Mimo, że ówczesna matka przełożona wystawiła o niej bardzo dobrą opinię, to w niecałe trzy miesiące od wstąpienia, 1 marca 1928 roku Rozalia opuszcza klasztor. Powodem miało być jej słabe zdrowie, który nie pozwalało znosić trudów życia klasztornego.  Wraca więc do pracy w Szpitalu św. Łazarza, najpierw na izbie przyjęć a później w Klinice Okulistycznej. I oto – mimo dobrych warunków pracy na okulistyce – wbrew ludzkiej logice, 30 września 1929 roku udaje się znów na oddział chorych wenerycznie. Tam Jezus chce ją mieć i tam będzie pracować aż do swojej śmierci w 1944 roku. 

Może nas dziwić dlaczego Rozalia tak długo rozpoznawała wolę Bożą     w swoim życiu, skoro sam Jezus zapewniał ją wiele razy, że na oddziale wenerycznie chorych jest jej miejsce? Dlaczego mimo wszystko chciała się udać do zakonu, a potem z trudem wracała na ten oddział? Otóż prawdziwi mistycy nigdy nie polegają na swoich doświadczeniach wewnętrznych i na swoich wizjach. Poddają je bardzo ścisłej kontroli swoich spowiedników i nigdy publicznie o nich się nie wypowiadają. Tak było również w przypadku Rozalii. Mimo nadzwyczajnych, mistycznych łask i wskazań samego Jezusa, by odkryć właściwe miejsce w swoim życiu, chciała się w pełni przekonać, czy nie ulega żadnym złudzeniom. Dopiero wtedy, gdy uzyskała jasne potwierdzenie swoich spowiedników, doszła do przekonania i ostatecznie uznała, że praca z chorymi na oddziale chorób wenerycznych jest dla niej właściwym miejscem realizowania woli Bożej w swoim życiu.

Rozpoznawanie i wypełnianie woli Bożej jest bardzo ważne we wszelkim zaangażowaniu dla Dzieła Intronizacji Najświętszego Serca Pana Jezusa. Potrzeba wiele modlitwy przed Najświętszym Sakramentem, aby właściwie rozeznać swoje miejsce w tym Dziele. Poprzez częste korzystanie ze Spowiedzi św. i godne przyjmowanie Komunii św. wynagradzającej, będzie nam łatwiej odkrywać tajemnice Bożej miłości. Poprzez nasze ścisłe zjednoczenie z Chrystusem, łatwiej nam będzie zaświadczyć o Nim wobec naszych bliźnich. W ten sposób wszelkie nasze apostolstwo stanie się o wiele bardziej przekonywujące, by jak najwięcej ludzi uznało królowanie Jezusa Chrystusa w swoim życiu, gdyż wolą Bożą jest uświęcenie człowieka. 

Służebnica Boża Rozalia miała na swej drodze życia nadzwyczajne pomoce, ponieważ zadania jakie wyznaczył jej sam Jezus były bardzo trudne. Pozwalała się jednak prowadzić samemu Jezusowi, którego rozpoznawała i słuchała w poleceniach przełożonych w szpitalu, we wskazówkach kierowników duchowych, a także w nadzwyczajnych mistycznych przeżyciach. Była posłuszna temu, do czego zapraszał ją sam Pan Jezus. Najpierw rozpoznaje swoją drogę życia. Jest to droga ciernista, pełna cierpienia, droga wąska, prowadząca do nieba. Bardzo pięknie to opisuje, gdy przybliża nam swoje mistyczne widzenie, w którym wraz z ojcem, swoim kierownikiem duchowym, sprzed kościoła na Skałce kroczy tą wybraną dla niej trudną drogą do wieczności. Spowiednik, o którego długo prosiła w swoich modlitwach, był dla niej ratunkiem na tej drodze, aby się nie zniechęcić. Obrazy przepaści, ciemności, burze, napełniały serce Rozalii wielką trwogą i cierpieniem. Chociaż na tej drodze mijała wielu ludzi, także bliskich, to szła jakby niezauważona – nikt poza ojcem, który ją prowadził, nie mógł jej pomóc. Cierpieniem wielkim było dla niej także i to, że z nakazu ojca musiała wszystko spisywać. Na przykładzie tej wizji opisanej przez samą Rozalię, odkrywamy nieocenioną wartość posłuszeństwa, by rozeznać prawidłowo i później starać się wypełnić wolę Bożą w naszym życiu. 

W jednym z listów pisanych do swojego kierownika duszy o. Władysława Całki – redemptorysty, Rozalia pisze takie słowa: „Co do notatek, to na razie nie mogę Ojcu posłać (…). Przyznam się Ojcu, że nieraz przychodzi na mnie pewien lęk, obawa, czy to wszystko nie jest złudzeniem, że może ja siebie oszukuję, nawet mam czasem ochotę wszystko rzucić, ale znowu ogarnia mnie niepokój, że nie jestem posłuszną, więc piszę dalej”. Posłuszeństwo utwierdza Rozalię, że jej mistyczne doświadczenia są prawdziwe i dlatego treść tych przekazów przesyła kierownikowi duchowemu. Duchowe wyznania Rozalii potwierdzają, że posłuszeństwo spowiednikowi było dla niej wielką pomocą, by właściwie rozeznać i starać się wypełnić wolę Bożą w swoim życiu. W tym samym liście pisze dalej: „Nie dlatego to piszę, jakobym swoje zdanie Ojcu narzucała – przenigdy! W tym miejscu niech Ojciec rozkazuje dalej, co chce i chociażbym miała umrzeć (…), to jednak będę dalej z Jezusem pełnić Jego Najświętszą Wolę, która mi jest objawiona przez Ojca. (…) Raz tylko żyję, więc musze przez ten czas, przy pomocy łaski Bożej, wypełnić to, czego żąda ode mnie Pan Jezus – musze Go kochać do zupełnego zapomnienia o sobie”. Wiemy z wyznań Rozalii, że długo modliła o swoich kierowników duchowych. Kiedy wreszcie tacy kapłani pojawili się na drodze jej życia, mogła przed nimi w pełnym zaufaniu odsłonić swoją duszę. Dzięki temu, mamy dzisiaj dostęp do jej mistycznych przeżyć. To właśnie dzięki posłuszeństwu jakie okazują prawdziwi mistycy swoim spowiednikom i kierownikom duchowym, odkrywamy tajemne prawdy Bożej miłości dla świata. To sam Jezus, poprzez wybranych kapłanów, przygotowuje serce Rozalii, by całkowicie posłuszna Bogu i Kościołowi, mogła przekazać to wielkie przesłanie i pragnienie Jego Serca, aby prawdziwie królował w każdym wymiarze ludzkiego życia. 

Posługując w Dziele Intronizacji Najświętszego Serca Pana Jezusa należy usilnie zabiegać o jedność z Kościołem. Skoro jest to Dzieło Boże, to jego realizacja i nasze w nim zaangażowanie powinno zakładać tę nieustanną gotowość, by dać się tutaj prowadzić samemu Jezusowi, by rozpoznawać Jego wolę w konkretnych wskazówkach duszpasterzy i prowadzących animatorów. Częsta Spowiedź św. i okazywane posłuszeństwo naszym kierownikom duchowym, stanowi tutaj wielką pomoc. Przykład Służebnicy Bożej Rozalii Celakówny jest dla nas bardzo wymowny.  W swoich notatkach pisze, że to, co jej Pan Jezus każe przez usta swoich przełożonych, będzie starała się wypełnić, czy jest miłe, czy mniej miłe. Taka postawa napełnia jej serce prawdziwym pokojem. Widać wyraźnie, że prawdziwe ćwiczenie się w cnocie posłuszeństwa Bogu ma bezpośrednie przełożenie na jej życie zawodowe i społeczne. Za przykładem św. Józefa, któremu Rozalia oddawała szczególną cześć, pragniemy okazywać Bogu, owo posłuszeństwo wiary, w realizacji wielkich Bożych dzieł.