Przeskocz do treści

KWIECIEŃ 2021 r.

Całkowita miłość do Pana Jezusa
otwiera serce Rozalii Celakówny na miłość bliźniego.

W komentarzu św. Augustyna, biskupa, do Ewangelii św. Jana czytamy: „Miłość Boga jest pierwszą w dziedzinie przykazania, a miłość bliźniego pierwszą w porządku wykonania”[1]. Czytając pisma Rozalii Celakówny, łatwo się przekonać, że to jest najważniejszy rys jej duchowości.Heroiczne umiłowanie Boga musi iść w parze z heroiczną miłością względem bliźnich.

Powtarzała często, że Jezus jest za mało kochany. W wielu aktach osobistego poświęcenia się Bogu zapewniała o gotowości umiłowania Pana Jezusa ponad wszystko: Wszystko czyńmy, co tylko jest w naszej mocy, by Pan Bóg był poznany i ukochany przez cały świat. Jest to najważniejsza sprawa w naszym życiu. (…) Niech nas to kosztuje, co On chce: życie, zdrowie, sławę[2]. Poświęcenie się jest dla niej odpowiadaniem miłością na miłość Bożą. Z lektury jej pism łatwo wyciągnąć wniosek, że pragnęła czynić wszystko z miłości do Chrystusa. Z tej miłości gotowa jest na wszystko: gotowa cierpieć, znosić największe przykrości, szukać Jego Woli – a gdy ją odkryje, gotowa jest podporządkować dla niej całe swoje życie.

Po kilkumiesięcznym pobycie w klasztorze Sióstr Klarysek w Krakowie w roku 1928, Rozalia przyjmuje dobrą pracę w klinice okulistycznej. To wtedy ma miejsce wymowna wizja Pana Jezusa, który ukazał się jej biczowany i w cierniowej koronie. Prostytutki, kobiety upadłe, wśród których Rozalia wcześniej pracowała, zadawały Jezusowi razy potęgując Jego ból. Wówczas Jezus spogląda błagalnym wzrokiem na Rozalię i prosi ją, by powróciła na dawne miejsce pracy[3].

Miłość do Pana Jezusa otwiera na drugiego człowieka. W życiu Rozalii znajdujemy bardzo wiele przykładów heroicznej miłości bliźniego. Praca w Szpitalu św. Łazarza dawała jej wiele okazji do takiej postawy.

Warto też zauważyć, że poza pracą zawodową Rozalia Celakówna poświęcała się również dziełom miłości bliźniego. Jako dyplomowana pielęgniarka przyjmowała wielu pacjentów w domu rodzinnym w Jachówce[4].

Pomagając innym w sposób bezinteresowny doświadcza prawdziwej radości. Osobiste doświadczenie umiłowania Boga przekłada natychmiast na miłość bliźniego. Takiej postawy miłości i służby wobec potrzebujących uczy nas dzisiaj. Chodzi przede wszystkim o to, aby pomoc bliźnim była konkretna. Ona tak właśnie pomagała. Wiele pieniędzy ze swojej skromnej pensji przeznaczała dla ludzi potrzebujących. Służba dla pacjentów w szpitalu była często prawdziwą ofiarą.

Pracując na oddziale chorób wenerycznych Rozalia musiała zmieniać chorym opatrunki, oczyszczać ich gnijące i cuchnące rany, pełnić nocne dyżury, towarzyszyć umierającym. Mówiła, że gdyby nie nadprzyrodzona miłość bliźniego oraz świadomość, że wypełnia wolę Bożą, to za żadne pieniądze nie podjęłaby się tak wyczerpującej, okropnej pracy. Rozalia w heroiczny sposób przezwyciężała pojawiającą się w niej odrazę na widok i sposób zachowania wenerycznie chorych i z miłością, dobrocią, anielską cierpliwością pełniła swoją posługę wśród nich. Kiedyś przez dwa tygodnie pielęgnowała 12 – letnią dziewczynkę, której już nikt nie chciał obsługiwać z powodu nieznośnego fetoru. Prawie przez rok mieszkała w jednym pokoju z pielęgniarką chorą na gruźlicę skóry i troskliwie ją pielęgnowała, mimo, że w skutek odrażającej woni i chrapania chorej, sama nie sypiała całymi nocami. Mimo wszystko trwała przy niej aż do jej śmierci.

Dla chorych była bardzo delikatna i skromna, a równocześnie stanowcza. Starała się dobrocią i życzliwością zachęcić ich do porzucenia drogi grzechu i otwarcia się na Boże miłosierdzie. Słowem i żarliwą modlitwą dążyła do ich szczerego pojednania się z Bogiem[5]. Często klękała przy łóżkach pacjentów, modląc się o ich nawrócenie. Do końca towarzyszyła umierającym, modląc się, aby przez spowiedź pojednali się z Bogiem.

„Mając dyżur nocny – wspomina jej znajoma – Rozalia miała trudność w nakłonieniu pewnego człowieka w średnim wieku do spowiedzi i Komunii św. przed jego zgonem. Wtedy uklękła przy jego łóżku i zaczęła odmawiać różaniec. Po paru minutach chory zapytał: »Co pani robi?«. »Modlę się« – odrzekła. »Za kogo?«. »Za pana«. »Za mnie? Ja wcale o to nie proszę« – zasnął. Obudziwszy się, ponownie ujrzał ją modlącą się i zapytał: »Czy nadal pani za mnie się modli?«. »Tak!«. Wtedy on się oburzył i powiedział: »Lecz ja sobie tego nie życzę« – i ponownie zapadł w sen. Kiedy po raz trzeci się obudził, znów ujrzał Rozalię klęczącą i zapytał: »Czy dalej pani modli się za mnie, mimo moich przykrych słów?«. Ona na to: »Tak! Bo dobroć Boża jest tak wielka, że ogarnia również pana, choć pan tą dobrocią pogardza.« Wtedy ten człowiek poprosił, by zawołała kapłana. Wyspowiadał się i przyjął wiatyk, namaszczenie olejem świętym i po 2-3 godzinach zmarł nad ranem”.

W pewnym okresie przeciążano ją nadmiernie dyżurami. Miewała nieraz dwa dyżury nocne z rzędu, pracując wówczas 60 godzin bez przerwy. Te i tym podobne krzywdy przyjmowała bez skargi. Obelgi, oszczerstwa i szykany znosiła cicho i przebaczała wszystko. Potrzebującym chętnie dostarczała lekarstwa otrzymane od lekarzy, chorych wspierała radą, a nawet i pieniędzmi[6].

Rozalia zabiegała przede wszystkim o dobro duchowe swoich pacjentów. Z czystą, anielską duszą – bo tak zaświadczali po jej śmierci spowiednicy[7] – stawała przed ludźmi często bardzo poranionymi przez grzechy i upadłymi moralnie. Zawsze starała się sprowadzić do umierających kapłana i przez 20 lat ofiarnej pracy, nikt w czasie jej dyżurów nie umarł bez pojednania z Bogiem[8]. Gorąco i stale prosiła Boga o nawrócenie grzeszników, przy czym wielkodusznie w tej intencji ofiarowywała swe cierpienia i życie. Zamawiała msze święte za dusze w czyśćcu cierpiące[9].

Profesor Akademii Medycznej w Krakowie, Zbigniew Oszast – jej bezpośredni przełożony – tak się o niej wyraził: „Poznałem Rozalię na oddziale chorób skórnych i wenerycznych. Pracowała między innymi na sali zamkniętych prostytutek. Był to przydział ciężki, praca trudna i niewdzięczna, bo przy najlepszym wykonywaniu obowiązków, zawsze jako pielęgniarka była narażona na agresywne zachowanie się chorych i wulgarny ich język. (…) Wobec lekarzy, swoich przełożonych, z którymi pracowała, była zawsze szczera, bezpośrednia i delikatna. Mimo ciężkości swej pracy nigdy się nie skarżyła”.

Obowiązki swe spełniała zawsze sumiennie, angażując wszystkie swoje siły. Do pracy stawiała się punktualnie, a nawet zazwyczaj przychodziła przed czasem.

Przedstawiając postawę Rozalii wobec drugiego człowieka trzeba dopowiedzieć, że była bardzo gościnna i hojna: dawała jałmużnę ubogim, pożyczała pieniądze lub ręczyła za pożyczających, na czym nieraz była bardzo stratna. Wskutek hojności w datkach i pożyczkach musiała się niekiedy w ciągu całego dnia obywać szklanką herbaty i kromką chleba[10].

Takie było życie naszej kandydatki na ołtarze – Sługi Bożej Rozalii Celakówny. To tylko niektóre przykłady z jej życia całkowicie poświęconemu Bogu i bliźnim.

O. Waldemar Sojka CSsR


[1] II czytanie z Godziny Czytań – I tom brewiarza, 3 stycznia, s.451.
[2] Rozalia Celakówna, Wyznania z przeżyć wewnętrznych, s. 422, Wydawnictwo WAM 2007.
[3] Tamże, ss. 120-121.
[4] 10 lipca 1938 roku Rozalia pisze na ten temat do swojego spowiednika O. Kazimierza Dobrzyckiego OSPPE w czasie pobytu na wakacjach: „Tutaj spełniam te same funkcje co i w szpitalu: jestem lekarzem, pielęgniarką, kim kto chce. Pacjentów mam dużo. Czasem nie wiem, co mam z nimi zrobić, lecz jak umiem, tak radzę i pomagam. Pan Jezus sam ich leczy. Ja tylko jestem maleńką pomocnicą Pana Jezusa. Kochany mój Ojcze! Nie mogę odmówić pomocy ludziom, gdy mnie o nią proszą. (…) Jak ja się ogromnie cieszę, gdy mogę jeszcze choć trochę pomóc! Oddać się ludziom na wszelkie usługi z miłości ku Panu Jezusowi, nie myśląc wcale o tym, że coś dla nich zrobiłam, nie licząc wcale trudów, nie żądając wdzięczności pod żadną formą – jakżeż to dla mnie radość nadzwyczajna! O Panie Jezu, ja Ci tak bardzo dziękuję za tę łaskę!”. Tamże, s.91.
[5] Por. Wielkie wezwanie, dz. cyt., s.48.
[6] Por. tamże, s.62.
[7] Ostatni jej spowiednik tak się na ten temat wyraża: „Mam przekonanie, że w całym jej życiu nie było żadnego grzechu, przynajmniej ciężkiego. Każda spowiedź Rozalii była raczej przepiękną „konferencją o życiu Bożym” w duszy, choć wcale nie zamierzoną przez pełną pokory penitentkę”.
[8] Por. Rozalia Celakówna, Wyznania z przeżyć wewnętrznych, s. 16, Wydawnictwo WAM 2007.
[9] Por. Wielkie wezwanie, dz. cyt., s.63.
[10] Por. tamże, s.62.